Dlaczego wybuchasz dopiero wtedy, gdy jest za późno

Kaja przez pół roku była „obsługą hotelową” we własnym domu. Gotowanie, sprzątanie, syn, praca, bez jednej wolnej zmiany. Nie mówiła, że jest zmęczona, bo dobra matka ma się poświęcać w stu procentach, prawda?

Wieczorem dzwoni jej partner. Rozmowa się urywa, syn potrzebuje uwagi. Kiedy oddzwania, słyszy chłodne: „To może innym razem, i tak nie masz teraz czasu”. W ułamku sekundy coś w niej pęka. Podnosi głos i mówi rzeczy, których pół godziny wcześniej nawet by nie pomyślała.

Dlaczego wybuch zawsze przychodzi późno

Nie zabrakło jej powodu do złości. Zabrakło wcześniejszego momentu, w którym mogła powiedzieć jedno zdanie, zanim temat urósł do rozmiaru, którego nie da się już unieść spokojnie. To, co wygląda jak przesadna reakcja na jeden telefon, jest w rzeczywistości reakcją na pół roku milczenia. Dlatego wybuch zawsze przychodzi późno: nie dlatego, że coś nagle się wydarzyło, tylko dlatego, że wcześniej nic nie zostało powiedziane, więc napięcie miało tylko jeden kierunek: w górę.

Dlaczego „policz do dziesięciu” nie wystarcza

Gdyby ktoś zobaczył tylko tę jedną rozmowę, doradziłby jej: weź głęboki oddech, policz do dziesięciu, zanim coś powiesz. Kaja próbowała tego już wcześniej, wielokrotnie, kiedy irytowała ją kolejna niewysłuchana prośba. Działało, nie wybuchała. Za tą ciszą stał jednak żal i poczucie, że nikt jej nie słucha, że znowu wszystko jest na jej głowie.

Rada policzenia do dziesięciu leczy tylko moment, w którym już wybuchasz. Nie obejmuje sześciu miesięcy, które doprowadziły do tego momentu. Policzenie do dziesięciu nie usuwa napięcia. Odracza je na jakiś czas.

Im lepiej opanowujesz tę technikę, tym dłużej wytrzymujesz, zanim wybuchniesz. To nie jest postęp, tylko dłuższy lont przy tym samym ładunku. W końcu i tak coś go odpala, zwykle drobiazg, przy którym nikt, łącznie z Tobą, nie spodziewał się takiej reakcji.

Co naprawdę działa

Prawdziwa zmiana nie polega na tym, żeby lepiej hamować się w szczytowym momencie. Polega na tym, żeby powiedzieć jedno zdanie dużo wcześniej, zanim napięcie w ogóle zdąży urosnąć do rozmiaru, który trzeba hamować.

Co się zmieniło u Kai

Kaja dziś mówi o sobie: „Nie jestem już taka wybuchowa jak wcześniej. Prawie nic mnie tak nie wkurza, żebym wychodziła z siebie”. Kiedy pojawia się impuls do złości, potrafi go zauważyć, zanim przejmie nad nią kontrolę, i powiedzieć o nim od razu, jednym zdaniem, zamiast czekać na kolejne liczenie do dziesięciu.

Co możesz zrobić już dziś

Nie musisz cofać się do tego, czego nie powiedziałaś w tym tygodniu. Zacznij od najbliższej irytacji, tej, która dopiero się pojawi. Zanim pomyślisz „nieważne”, powiedz od razu jedno zdanie. Krótkie, bez tłumaczenia się, na przykład: „Nie podoba mi się to i chcę o tym teraz powiedzieć”, zamiast czekać, aż to samo zdanie będzie musiało czekać kolejny tydzień.

Jeżeli rozpoznajesz u siebie ten wzorzec, czyli tłumisz, aż w końcu i tak wybuchasz, zapisz się na newsletter, żeby dostawać więcej takich tekstów prosto na maila.

Chcę otrzymywać maile z historiami

Podziel się swoją opinią
Monika Grobelna
Monika Grobelna
Artykuły: 71

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *